Zgodnie z decyzją rządu, na realizację programu przeznaczono 500 mln zł rocznie, co w perspektywie pięciu lat daje łącznie 2,5 mld zł. W 2025 roku budżet został zwiększony do 600 mln zł, jednak już na tym etapie Ministerstwo Zdrowia jasno sygnalizuje, że dalsze podnoszenie finansowania nie jest planowane. Tymczasem środowisko lekarskie i organizacje pacjenckie wskazują, że realne potrzeby systemu sięgają nawet 800 mln zł rocznie.
Dane przedstawiane przez resort zdrowia pokazują skalę programu. Do leczenia zakwalifikowano blisko 32 tysiące par, a procedury rozpoczęto u ponad 30 tysięcy z nich. W ciągu niespełna roku potwierdzono ponad 12 tysięcy ciąż, a do końca kwietnia 2025 roku urodziło się niemal tysiąc dzieci dzięki refundowanemu in vitro. To liczby, które – zdaniem ekspertów – jednoznacznie dowodzą, że program trafił w realną potrzebę zdrowotną i społeczną.
Jednocześnie coraz częściej pojawiają się sygnały o problemach organizacyjnych i finansowych w klinikach realizujących program. Część ośrodków informuje o konieczności czasowego wstrzymywania kwalifikacji nowych pacjentów lub przesuwania procedur w czasie z powodu wyczerpania przyznanych środków. Ministerstwo Zdrowia podkreśla, że finansowanie odbywa się w ramach określonych limitów, a wypłaty środków są uzależnione od prawidłowego rozliczenia procedur. W praktyce oznacza to jednak, że dostępność leczenia może się różnić w zależności od regionu i obciążenia konkretnego ośrodka.
Resort zdrowia stoi na stanowisku, że obecny poziom finansowania jest wystarczający, a sam program należy do jednych z najbardziej rozbudowanych w Europie. Obejmuje on do sześciu cykli leczenia, w tym procedury z wykorzystaniem dawstwa komórek rozrodczych oraz możliwość zabezpieczenia płodności u pacjentów onkologicznych. Ministerstwo argumentuje, że priorytetem jest zapewnienie ciągłości leczenia par już zakwalifikowanych, nawet kosztem ograniczenia liczby nowych przyjęć w danym okresie.
Zupełnie inaczej sytuację oceniają lekarze zajmujący się leczeniem niepłodności. Ich zdaniem brak decyzji o zwiększeniu finansowania do poziomu postulowanych 800 mln zł rocznie może w dłuższej perspektywie prowadzić do pogłębiania nierówności w dostępie do terapii oraz frustracji pacjentów, którzy spełniają kryteria programu, ale muszą czekać na wolne środki. Wskazują również, że niepłodność dotyczy nawet 15–20 procent par w wieku rozrodczym, co czyni ją jednym z istotnych problemów zdrowia publicznego.
Program refundacji in vitro przyniósł wymierne efekty kliniczne i potwierdził skalę niezaspokojonych potrzeb zdrowotnych w obszarze leczenia niepłodności. Jednocześnie obowiązujące limity finansowe oraz brak deklaracji ich dalszego zwiększania powodują, że dostęp do procedur pozostaje ściśle uzależniony od możliwości budżetowych i organizacyjnych poszczególnych ośrodków. Spór pomiędzy oczekiwaniami pacjentów a stanowiskiem Ministerstwa Zdrowia nie dotyczy dziś zasadności samego programu, lecz jego realnej wydolności finansowej.

