Polska po wyroku w sprawie Pfizera. Co dalej? Politycy się spierają, eksperci studzą emocje
Wyrok sądu w Brukseli z 1 kwietnia 2026 roku wywołał natychmiastową reakcję polityczną w Polsce. Premier Donald Tusk nie zostawił wątpliwości, jak ocenia sytuację, pisząc: „Rząd Morawieckiego zamówił szczepionki na COVID, których nie odebrał i za które nie zapłacił. Polska, a więc my wszyscy, będziemy musieli zapłacić za tę skrajną głupotę PiS ponad 6 miliardów kary. I to niestety nie jest prima aprilis”.
Ten komentarz nadał ton debacie publicznej, ale jednocześnie przykrył kluczowe pytanie: co Polska realnie może jeszcze zrobić po przegranej w pierwszej instancji i czy scenariusz zapłaty miliardów złotych jest nieunikniony.
Z formalnego punktu widzenia sytuacja jest bardziej złożona, niż wynika to z politycznych wypowiedzi. Wyrok wydany przez francuskojęzyczny Sąd Pierwszej Instancji w Brukseli nie jest prawomocny. Polsce przysługuje apelacja i to jest pierwszy, podstawowy krok, który – jak deklaruje Ministerstwo Zdrowia – zostanie wykorzystany. Postępowanie apelacyjne w belgijskim systemie prawnym nie jest jedynie kontrolą formalną, ale pełnym postępowaniem, w którym można ponownie przedstawiać argumenty, a nawet wprowadzać nowe okoliczności faktyczne i prawne.
Zgodnie z procedurą apelacja powinna zostać wniesiona w ciągu kilku tygodni od doręczenia uzasadnienia wyroku, co oznacza, że realnie może to nastąpić w drugim kwartale 2026 roku. Na tym etapie resort zdrowia podkreśla, że wyrok jest analizowany pod kątem prawnym i finansowym, a decyzje procesowe będą podejmowane po zakończeniu tej analizy oraz uzgodnieniach z Prokuratorią Generalną RP.
To oznacza, że sprawa wciąż jest otwarta. Kluczowe będzie jednak to, czy Polska zmieni strategię procesową. Dotychczasowa linia obrony opierała się na powoływaniu się na nadzwyczajne okoliczności – spadek zapotrzebowania na szczepionki, nadpodaż oraz skutki wojny w Ukrainie. Sąd pierwszej instancji uznał, że nie są to przesłanki wystarczające do uchylenia zobowiązań umownych. W drugiej instancji konieczne może być bardziej precyzyjne wykazanie, że wykonanie umowy stało się ekonomicznie lub faktycznie niemożliwe albo prowadziło do rażącej nierównowagi stron.
Eksperci prawa medycznego i kontraktowego zwracają uwagę, że Polska znajduje się w trudnej pozycji, ponieważ umowa była zawierana w imieniu całej Unii Europejskiej i miała charakter masowy. Większość państw członkowskich wywiązała się z zobowiązań, co wzmacnia argumentację Pfizera o konieczności respektowania kontraktów jako elementu solidarności europejskiej.
Z drugiej strony pojawiają się opinie, że sprawa nie jest jednoznaczna. W praktyce pandemia była sytuacją dynamiczną, a decyzje zakupowe podejmowano w warunkach ogromnej niepewności. Część ekspertów wskazuje, że sąd drugiej instancji może inaczej ocenić zakres odpowiedzialności państwa w sytuacji, gdy realizacja umowy prowadziłaby do oczywistego marnotrawstwa środków publicznych, czyli zakupu i utylizacji niepotrzebnych szczepionek.
Poza ścieżką sądową pozostaje jeszcze jeden scenariusz – negocjacje. Choć oficjalnie strony pozostają w sporze, w praktyce w podobnych sprawach często dochodzi do ugód, które pozwalają ograniczyć skalę zobowiązań. Pfizer w swoim stanowisku podkreśla konieczność respektowania umów, ale jednocześnie historia negocjacji pandemicznych pokazuje, że producent dopuszczał już modyfikacje harmonogramów dostaw w innych krajach.
Podobne spory dotyczyły także innych państw. Rumunia, która była współpozywana w tej samej sprawie, również znalazła się w sporze z Pfizerem dotyczącym nadmiarowych zamówień. W części krajów Unii Europejskiej udało się jednak wcześniej wynegocjować zmniejszenie liczby dostaw lub ich rozłożenie w czasie, co pozwoliło uniknąć otwartych sporów sądowych. Polska należy do wąskiej grupy państw, które zdecydowały się na twarde zakwestionowanie umowy, co dziś przekłada się na konsekwencje prawne.
Jeśli chodzi o czas trwania postępowania, eksperci wskazują, że apelacja może potrwać od kilkunastu miesięcy do nawet dwóch–trzech lat, w zależności od złożoności sprawy i liczby wniosków dowodowych. Oznacza to, że ostateczne rozstrzygnięcie może zapaść dopiero w latach 2027–2028, a ewentualna skarga kasacyjna mogłaby ten proces jeszcze wydłużyć.
W tle sporu toczy się jednak znacznie szersza gra polityczna. Obóz rządzący wskazuje na błędy poprzedników i niekorzystne decyzje zakupowe z okresu pandemii. Opozycja z kolei podnosi argument, że decyzje były podejmowane w warunkach globalnego kryzysu zdrowotnego i presji na zabezpieczenie dostępu do szczepionek.
Niezależnie od tego sporu, konsekwencje finansowe będą odczuwalne. Kwota przekraczająca 6 mld zł w sytuacji rosnącej luki finansowej w systemie ochrony zdrowia oznacza konieczność szukania dodatkowych źródeł finansowania albo dalszych ograniczeń wydatków.
Najbliższe miesiące będą kluczowe. Decyzja o złożeniu apelacji jest praktycznie przesądzona, ale jej skuteczność zależeć będzie od jakości argumentacji prawnej i ewentualnej gotowości do rozmów z drugą stroną. Na tym etapie nie ma jeszcze przesądzonego scenariusza, ale jedno jest pewne – sprawa Pfizera przestaje być tylko rozliczeniem decyzji z czasów pandemii, a staje się testem dla państwa w obszarze prawa, finansów publicznych i wiarygodności międzynarodowej.