PRAWO I POLITYKA

Nutri-Score pod lupą TSUE. Spór o etykiety żywności

17.08.2026 09:02

Jedna litera, jeden kolor i szybka odpowiedź na pytanie, czy produkt jest dobrym wyborem. Tak miał działać Nutri-Score. System od kilku lat jest obecny także na polskim rynku, ale jego przyszłość wciąż budzi spory. Teraz dyskusja wychodzi poza krajowe podwórko. Francuska Rada Stanu skierowała do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej pytania dotyczące zasad stosowania Nutri-Score. Odpowiedź TSUE może mieć znaczenie dla państw, które korzystają z tego dobrowolnego oznaczenia.

Sprawa trafiła do unijnego Trybunału za sprawą francuskiego koncernu Lactalis. Firma zakwestionowała francuskie przepisy dotyczące sposobu stosowania Nutri-Score, w tym regulacje odnoszące się do klasyfikowania niektórych produktów mlecznych i napojów.

16 czerwca 2026 r. francuska Rada Stanu zdecydowała o skierowaniu do TSUE pytań prejudycjalnych dotyczących interpretacji unijnych przepisów o informowaniu konsumentów o żywności. Jednocześnie nie stwierdziła, że sam Nutri-Score został uznany za system wprowadzający konsumentów w błąd. Chodzi o znacznie bardziej precyzyjny problem: jakie zasady może stosować państwo, rekomendując określony sposób prezentowania informacji żywieniowej na froncie opakowania.

To ważne również dla Polski, bo Nutri-Score już tutaj funkcjonuje. Nie jest jednak obowiązkowym państwowym oznaczeniem. Producenci mogą dobrowolnie umieszczać je na opakowaniach. Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego PZH-PIB wskazuje, że w Polsce można spotkać Nutri-Score jako przykład dodatkowej, dobrowolnej informacji umieszczanej z przodu opakowania.

W praktyce konsument widzi skalę od A do E, od zielonego do czerwonego. Ocena ma pozwolić szybko porównać produkty pod względem ich profilu żywieniowego. Algorytm bierze pod uwagę m.in. wartość energetyczną, zawartość cukrów, nasyconych kwasów tłuszczowych i soli, a także takie elementy jak błonnik, białko oraz udział owoców, warzyw i roślin strączkowych. Wynik obliczany jest w odniesieniu do 100 g lub 100 ml produktu.

I właśnie tu zaczyna się spór. Przeciwnicy Nutri-Score przekonują, że jedna litera nie jest w stanie oddać całego obrazu żywności. Wskazują m.in. na wielkość typowej porcji, stopień przetworzenia, sposób wykorzystania produktu w diecie czy obecność dodatków. Ich zdaniem uproszczenie może prowadzić konsumenta do wniosku, że produkt z lepszym oznaczeniem jest po prostu „zdrowszy”, choć rzeczywista ocena powinna uwzględniać znacznie więcej czynników.

W Polsce przeciwko stosowaniu Nutri-Score występują organizacje części branży spożywczej. Sprzeciw zgłaszały m.in. Polbisco, Polska Izba Mleka, Polskie Zrzeszenie Producentów Bydła Mięsnego, Krajowa Unia Producentów Soków oraz Krajowy Związek Spółdzielni Mleczarskich. Część z nich postuluje nawet zakaz stosowania Nutri-Score i innych podobnych systemów znakowania żywności na froncie opakowania.

Argumenty przeciwników nie ograniczają się przy tym do samej konstrukcji etykiety. Producenci obawiają się także, że firmy mogą zmieniać receptury produktów przede wszystkim po to, aby uzyskać korzystniejszy wynik. Krytycy wskazują również, że algorytm może inaczej traktować produkty naturalne i przetworzone, niż wynikałoby to z intuicyjnej oceny konsumenta.

W ubiegłym roku pojawił się także konkretny polski materiał badawczy dotyczący tego problemu. W październiku 2025 r. w „Scientific Reports” opublikowano badanie dotyczące wpływu Nutri-Score na wybory konsumentów w Polsce. Autorzy analizowali, czy uproszczone oznaczenie rzeczywiście pomaga podejmować korzystniejsze decyzje zakupowe. Według wyników przedstawionych przez autorów wpływ systemu na wybory był ograniczony, a w niektórych sytuacjach oznaczenie mogło prowadzić do mniej korzystnych decyzji. Warto jednak zaznaczyć, że badanie było wspierane przez Krajową Unię Producentów Soków, która od lat krytycznie ocenia Nutri-Score.

Po drugiej stronie są badania i instytucje wskazujące, że uproszczone oznaczenia mogą pomagać konsumentom. Międzynarodowa Agencja Badań nad Rakiem WHO w 2021 r. opublikowała analizę, w której uznała Nutri-Score za system oparty na dowodach naukowych i wskazała, że może pomagać w kierowaniu konsumentów ku korzystniejszym wyborom żywieniowym.

Nie oznacza to jednak, że WHO oficjalnie uznała Nutri-Score za najlepszy system. To częste uproszczenie w debacie. WHO popiera stosowanie oznaczeń wartości odżywczej z przodu opakowania, ale nie rekomenduje obecnie jednego konkretnego rozwiązania ponad inne. Organizacja wskazuje, że systemy FOPL powinny być dostosowane do polityki żywieniowej danego kraju, monitorowane i w razie potrzeby modyfikowane.

Sam Nutri-Score również nie jest już dokładnie takim systemem, jaki konsumenci poznali kilka lat temu. Algorytm został zmieniony. Nowe zasady mają lepiej różnicować m.in. produkty zawierające dużo cukru i soli oraz uwzględniać część produktów, które wcześniej były oceniane w sposób budzący zastrzeżenia. We Francji zmieniony algorytm obowiązuje od 16 marca 2025 r.

Debata dotyczy więc także tego, czy algorytm można i należy poprawiać wraz z rozwojem wiedzy. Zwolennicy zmian odpowiadają, że system znakowania nie musi być niezmienny. Jego zadaniem jest dostarczanie konsumentowi użytecznej informacji, a jeśli pojawiają się problemy z klasyfikacją określonych produktów, kryteria można skorygować.

Polski rząd również analizuje kwestię oznaczeń z przodu opakowania. 3 marca 2026 r. Ministerstwo Zdrowia zorganizowało spotkanie poświęcone harmonizacji systemów FOPNL, czyli Front-of-Pack Nutrition Labelling. Rozważano m.in. możliwe rozwiązania dotyczące przyszłego funkcjonowania takich oznaczeń w Polsce. Według informacji dotyczących tego spotkania jednym z analizowanych wariantów był Nutri-Score, ale przedmiotem dyskusji jest szersza kwestia modelu znakowania żywności.

Nie jest więc prawdą, że Polska dopiero zastanawia się, czy Nutri-Score w ogóle może być stosowany. Może i jest stosowany. Pytanie brzmi raczej, czy pozostanie wyłącznie dobrowolnym rozwiązaniem rynkowym, czy państwo zdecyduje się na bardziej formalne uregulowanie systemu oznaczeń żywieniowych z przodu opakowania.

Na tym tle sprawa przed TSUE nabiera dodatkowego znaczenia. Francuski Trybunał nie rozstrzyga, czy konsumenci powinni lubić Nutri-Score. Nie będzie też wydawał ogólnego werdyktu, że produkty z literą A są zdrowe, a te z E szkodliwe. Pytania dotyczą tego, jak daleko państwo może posunąć się w rekomendowaniu określonego sposobu przedstawiania informacji żywieniowej i jakie elementy może uwzględniać przy tworzeniu takiego oznaczenia.

Dla konsumentów znaczenie jest praktyczne. Nutri-Score może być szybkim punktem odniesienia, ale nie zastępuje listy składników ani pełnej deklaracji wartości odżywczej. Litera i kolor nie mówią wszystkiego o produkcie, jego porcji ani o tym, jaką rolę powinien odgrywać w całej diecie.

Spór o Nutri-Score nie jest zatem prostym konfliktem „producenci kontra zdrowie publiczne”. Z jednej strony są argumenty dotyczące prostoty i użyteczności systemu, z drugiej – pytania o to, czy uproszczenie nie posuwa się za daleko i czy algorytm właściwie traktuje różne grupy produktów. Teraz do tego dochodzi jeszcze kwestia prawna.

Odpowiedź TSUE może wyznaczyć granice, w których państwa UE będą mogły rozwijać własne systemy oznaczania wartości odżywczej. Dla Polski będzie to istotne niezależnie od tego, czy Nutri-Score pozostanie na rynku w obecnej, dobrowolnej formule, czy Warszawa zdecyduje się w przyszłości na bardziej zdecydowane rozwiązanie.