Farmaceutyka

GIF uznał piosenkę Taco Hemingwaya za reklamę leku. RPO: artysta nie odpowiada za interpretację odbiorców

19.08.2026 00:00

Czy nazwa leku wypowiedziana w piosence może być reklamą produktu leczniczego? Główny Inspektor Farmaceutyczny uznał, że tak w przypadku utworu Taco Hemingwaya „Zakochałem się pod apteką”. Artysta zmienił już wersję piosenki, ale jego wydawca zaskarżył decyzję. Do sprawy po stronie twórcy włączył się Rzecznik Praw Obywatelskich. Spór dotyczy nie tylko jednego utworu, ale granicy między nadzorem nad reklamą leków a wolnością artystyczną.

Piosenka znalazła się na albumie „Latarnie wszędzie dawno zgasły”, wydanym w grudniu 2025 r. W jej tekście kilkakrotnie pojawia się nazwa Solpadeine, dostępnego bez recepty leku przeciwbólowego zawierającego paracetamol, kodeinę i kofeinę.

Utwór szybko zaczął żyć własnym życiem w mediach społecznościowych. Fragment dotyczący leku stał się viralem, a w internecie pojawiały się materiały fanów pokazujących Solpadeine. To właśnie ten efekt zwrócił uwagę środowiska farmaceutycznego i Głównego Inspektoratu Farmaceutycznego.

GIF pod koniec stycznia zwrócił się do producenta leku z pytaniem, czy wykorzystanie nazwy w piosence było uzgodnione. Odpowiedź była jednoznaczna: nie. Producent nie współpracował z Taco Hemingwayem, nie wyrażał zgody na wykorzystanie nazwy i nie zlecał artyście żadnych działań reklamowych.

To jednak nie zakończyło sprawy. GIF uznał, że brak umowy z producentem nie przesądza jeszcze o tym, czy przekaz jest reklamą. Postępowanie administracyjne wszczęto w lutym, a w kwietniu 2026 r. inspektorat wydał decyzję nakazującą zaprzestanie reklamy w części dotyczącej nazwy leku. Decyzji nadano rygor natychmiastowej wykonalności. W praktyce utwór został zmieniony w serwisach streamingowych.

Wytwórnia 2020, wydawca albumu, nie zgodziła się z rozstrzygnięciem. Podkreśliła, że utwór powstał niezależnie, bez współpracy z producentem lub dystrybutorem leków, i zapowiedziała skierowanie sprawy do sądu administracyjnego. Wytwórnia określiła decyzję GIF jako ingerencję w wolność twórczą.

Po drugiej stronie jest argument dotyczący ochrony pacjentów i zasad reklamy produktów leczniczych. Prawo farmaceutyczne przewiduje szczególne ograniczenia dotyczące promowania leków. Reklama produktu leczniczego może być prowadzona przez podmiot odpowiedzialny albo na jego zlecenie. Przepisy przewidują również sankcje za prowadzenie niedozwolonej reklamy. 

GIF wskazuje więc, że nie chodzi o ocenianie muzyki ani o zakazywanie artyście używania określonych słów. Problemem ma być wykorzystanie konkretnej nazwy handlowej leku w przekazie, który – ze względu na popularność utworu i sposób jego odbioru – może wpływać na zachowania konsumentów.

I tutaj pojawia się najważniejszy problem prawny.

Rzecznik Praw Obywatelskich zakwestionował podejście, w którym o reklamowym charakterze utworu miałaby przesądzać przede wszystkim jego interpretacja przez odbiorców. Zdaniem RPO organ powinien ustalić rzeczywisty cel przekazu, a nie wyprowadzać zamiar reklamowy wyłącznie z tego, że część słuchaczy zainteresowała się lekiem.

To rozróżnienie ma znaczenie. Reklama z definicji ma cel promocyjny. Tymczasem dzieło artystyczne może wywołać skutki, których autor nie planował i których nie kontroluje. Popularność piosenki może sprawić, że słuchacze zaczną wyszukiwać produkt, kupować go albo publikować jego zdjęcia. Nie oznacza to automatycznie, że taki efekt był zamiarem twórcy.

W przypadku Taco Hemingwaya dodatkowym argumentem jest brak związku biznesowego z producentem Solpadeine. Nie było kontraktu reklamowego, wynagrodzenia za lokowanie produktu ani uzgodnienia dotyczącego wykorzystania nazwy. Producent sam poinformował, że nie współpracował z artystą.

RPO zwraca też uwagę na treść samego utworu. Pojawienie się nazwy leku nie jest w nim prostą rekomendacją produktu. W szerszym kontekście piosenki pojawiają się wątki dotyczące używek, złego stylu życia i konsekwencji określonych zachowań. W tekście można znaleźć również odniesienie do pozamedycznego stosowania preparatu i jego negatywnych konsekwencji.

To prowadzi do pytania, czy organ administracji może wybrać jedną interpretację dzieła i na jej podstawie przypisać autorowi zamiar reklamowy.

W opinii RPO takie podejście byłoby niebezpieczne dla wolności twórczej. Sztuka nie działa bowiem jak instrukcja obsługi. Ten sam tekst może być odczytany przez różnych odbiorców na wiele sposobów, a autor nie ma możliwości kontrolowania wszystkich reakcji publiczności.

Sprawa ma jednak również konkretny wymiar zdrowotny. Solpadeine zawiera kodeinę – opioid, który przy niewłaściwym stosowaniu może prowadzić do poważnych konsekwencji. Lek jest dostępny bez recepty, ale nie oznacza to, że jest pozbawiony ryzyka. Szczególnie istotne jest przestrzeganie dawkowania i czasu stosowania określonych w ulotce.

Popularność piosenki pokazała przy tym, jak szybko popkultura może przenieść produkt leczniczy do zupełnie innego obiegu. Nazwa preparatu, która dla większości konsumentów była po prostu nazwą leku, stała się elementem internetowego trendu. W mediach społecznościowych pojawiały się nagrania związane z piosenką i zakupem preparatu.

Dla organów odpowiedzialnych za bezpieczeństwo farmakoterapii to istotny argument. Reklama leków jest szczególnym obszarem rynku właśnie dlatego, że przedmiotem promocji nie jest zwykły produkt konsumpcyjny. Niewłaściwe zachęcanie do stosowania leku może mieć konsekwencje zdrowotne.

Z drugiej strony zaakceptowanie bardzo szerokiej interpretacji przepisów mogłoby stworzyć nowy problem. Jeżeli sama obecność nazwy leku w popularnym utworze, połączona z późniejszym zainteresowaniem odbiorców, wystarczyłaby do uznania przekazu za reklamę, podobne pytania można byłoby zadawać przy filmach, serialach, książkach czy programach rozrywkowych.

Właśnie dlatego w sprawie ważne będzie nie tylko to, czy Solpadeine stała się dzięki piosence popularniejsza, ale przede wszystkim to, czy można wykazać, że celem utworu było promowanie tego produktu.

Na ten aspekt zwracali uwagę także prawnicy komentujący sprawę. Prof. Ewa Nowińska z Uniwersytetu Jagiellońskiego, pytana o sprawę w TOK FM, wskazywała, że przy ocenie reklamowego charakteru przekazu trzeba badać m.in. to, czy istniały elementy typowe dla współpracy reklamowej – takie jak zapłata, barter czy inne korzyści. Sam efekt marketingowy nie zastępuje jednak dowodu na istnienie takiego zamiaru.

Sprawa Taco Hemingwaya nie jest więc wyłącznie konfliktem rapera z urzędem. Dotyka granicy kompetencji państwa w obszarze, w którym spotykają się trzy interesy: bezpieczeństwo pacjentów, rygorystyczne zasady reklamy produktów leczniczych oraz konstytucyjna wolność twórczości i wypowiedzi.

Jeżeli sąd podzieli stanowisko GIF, może to oznaczać, że również artystyczne wykorzystanie nazwy konkretnego leku może podlegać rygorom prawa farmaceutycznego, jeśli przekaz spełnia przesłanki reklamy. Jeżeli natomiast przychyli się do argumentacji RPO i wydawcy, znaczenie może zyskać zasada, że organ musi wykazać rzeczywisty cel reklamowy, a nie tylko wskazać na możliwy wpływ utworu na odbiorców.